ZANIM ZACZNIECIE ....

Czytajcie proszę wg kolejności postów, ponumerowałam je w "moich szufladkach" , po prawej stronie bloga.
Szufladka nr "2" jest jakby genezą wszystkiego, ale wyrwane z kontekstu traci sens. Potraktujcie tego bloga jak książkę, post jak każdą kolejną stronę, wtedy odczujecie dlaczego ,nawet lekarze mówią o cudzie Wojowniczki Marty.

niedziela, 13 lutego 2011

15 grudzień 2008, w szkole

 Pierwsza noc w domku była spokojna. Wchodzimy powoli  już w rytm tabletek i obserwowania Marty. Pierwszy poranek i przed chwilka obudzona Marta na filmie :))
video

 Film na blogu to może nie najlepszy pomysł, ale sami zobaczycie,w późniejszym czasie tylko film jest w stanie pokazać tę wielka różnicę, w zwalnianiu reakcji, w słowach, w tonacji głosu . Zdjęcia pokazują tylko zmianę wizualną, więc kilka filmów też się tu znajdzie.



 Dzień zapowiadał się interesująco.
 Postanowiliśmy,że podjedziemy z Martą do szkoły. To ważne,żeby dzieci wciąż miały z nią kontakt i żeby same wiedziały o co chodzi. Wzięłam ze sobą tę książeczke o misiu , o której już Wam pisałam, bo ona najlepiej dociera do człowieka. Nie chciałam mówić o guzie, bo sama wciąż nic nie wiedziałam, ale łatwo było powiedzieć o shuncie i oczku,które wciąż było lekko przesunięte i Marta często je mrużyła.


Przygotowania do wizyty w szkole.
Byłam tak samo podekscytowana jak Marta wizytą w szkole. Wszyscy na nas czekali. Dzieci zebrały się w dużej sali, zaśpiewały Marcie kolędę a potem uściskom , nie było końca. Podarowały jej także ogromną kartkę , na której były wklejone wszystkie kartki przeznaczone dla Marty, zarówno te świąteczne jak i te z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Dziewczynki dały jej również zrobione własnoręcznie ozdoby świąteczne. To naprawdę były wzruszające sceny. Jestem im tak bardzo wdzięczna za okazywane serce od początku , kiedy Marta przyszła do tej szkoły.
Kiedy przypomnę sobie jej pierwsze dni, jej przestrach w oczach , jej smutną minę "bo Mamo, ja nic przecież nie rozumiem, co oni do mnie mówią!!!". A potem nagle jej radość bo ma już koleżanki, bo wszyscy dla dodania jej odwagi i podniesieniu na duchu zrobili dla niej karteczki z prostymi zwrotami typu " I like you", "Don't worry, be happy", "Marta you are great" etc. I teraz było to samo. Nikt nie okazywał nadmiernego zainteresowania, nie szukał sensacji, nie wypytywał o szczegóły...po prostu kilka dni jej nie było i teraz trzeba ją serdecznie witać. Super!!!!


( Zdjęcia są wycieniowane, ponieważ nie uzyskałam jeszcze pozwolenia od poszczególnych osób na publikację, w najbliższym czasie zajmę się tym i mam nadzieję,że będę mogła pokazać w pełni te uśmiechnięte, serdeczne buźki)

 A tak wygląda właśnie ta kartka . Teksty w środku świadczą o tym,że dzieci miały z Panią "pogadankę" na temat pisania do Marty. Każde z nich oprócz standardowych życzeń pisało o tym co przez te dni działo się w szkole, jak przygotowują się do przedstawienia ,  rozśmieszają ją anegdotami.... naprawdę jestem pod wrażeniem inwencji nauczyciela. Następne "dziękuję" w mojej kolekcji :)))



 "We miss You Marta"- Marta, tęsknimy za Tobą..... dzieciaki potrafią kruszyć serca...ech. Ciężko mi było pomagać jej w czytaniu tych kartek, bo pytała, czy zdąży na to przedstawienie....."-Przecież gram w nim Koliberka Mamo, nikt nie zdąży nauczyć się mojego tekstu ani uszyć stroju!!!". Przecież na razie o szkole nawet nie ma mowy.....nawet nie wiem kiedy wróci.....czy wróci??czy do tej??? Stałam się studnią pytań do Boga, studnią bez dna.....
Mój Koliberek, cały szczęśliwy po udanym dniu, zasnął spokojnie. 
Ja zaczęłam nocne wędrówki po internecie. Wpisywałam w google wszystko co się da- " guz mózgu", " operacje mózgu", "najlepsi neurochirurdzy"...i przede wszystkim nazwy i selekcja poszczególych rodzajów guza. Kiedy będą wyniki???Boże niech to będzie najlżejszy przypadek , idealny do operacji, wyłuskania Pana Jegomościa i niech ten horror się już skończy!!!

 P.S. Sms-y

Lidzia (Irlandia, Marta przejęta jej ciążą, często pytała czy jest już dzidzia i czy może wychodzić na spacerki)
"Aguś ja będę się modlić,wiesz,ze będę. Pamiętasz kiedyś powiedziałaś mi,że jestem Twoim dobrym aniołem i że jak coś się działo, to akurat dzwoniłam  i było ok. Tak więc Agus ja i mój mały aniołek w brzuszku będziemy modlić się o zdrówko Martuni. Będzie dobrze, my to wiemy, ja wierzę w to z całego serca. jestem myślami z Wami Kochani."
Wiolcia (moja przyjaciólka z Polski , od czasów szkolnych)

"Aguś Kochana, o czym Ty piszesz,jaki guz,jakie operacje, przecież to jakiś koszmar!!!Ta wrażliwa,mądra i kochana dziewczynka przeszla w tak krótkim czasie ,tak wiele! Ściskam Was!!!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz